15Marzec2010

Mediolański obłęd

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Mediolański obłęd

Kto w sezonie wyprzedaży trafi do Mediolanu, może zobaczyć przysłowiowy obłęd w oczach Mediolańczyków i pewnie wszystkich przyjezdnych także. Atmosfera zakupów jest tak silna, że nie wyjść z jedną z firmowych toreb z eleganckiego domu towarowego La Rinascente (obok katedry Duomo) to wielka sztuka. Trochę dystansu budzą topowe marki w słynnej galerii handlowej Wiktora Emanuela przy katedrze mediolańskiej. Naiwnością jednak byłoby sądzić, że jest tam niewielu kupujących.

Podziwiając Mediolańczyków ma się wrażenie, że każdego stać na akcesoria i płaszcze Burberry, torebki Valentino czy buty Prady. I nie wiadomo, kto przywiązuje większą wagę do najnowszych trendów: kobiety czy mężczyźni. Włosi zawsze mieli swój styl, do którego kobiety z Europy Środkowej mają słabość, jednak w tym właśnie mieście obsesja na punkcie mody ma swoje apogeum.

Żeby jednak poszukać prawdziwych okazji wśród znanych marek, należy przejechać pod Mediolan do „miasteczek outletowych”. W tym, które ja zwiedziłam, największy tłok rzuca się w oczy w butiku Lacoste. Setki kolorów znanych koszulek polo i tyle samo osób przeczesujących półki w poszukiwaniu własnego rozmiaru. Ma się wrażenie, że t-shirt Lacoste, a przy okazji szalik lub apaszka Burberry to te akcesoria, których niedopuszczalne jest nie posiadać, czyli tzw. must have. Dodałabym jeszcze do tego bieliznę Calvin’a Kleina, której zakupu dokonuje każdy, kto tylko dotrze do jego outletu.

Butiki znanych marek nawet w outletach posiadają swoich odźwiernych, którzy pilnują, by w środku nie znajdowało się zbyt wielu klientów, czyniąc zakupy bardziej komfortowymi. A zatem przed niektórymi drzwiami zaskoczyć nas może to, od czego zdążyliśmy się już odzwyczaić, czyli kolejka oczekujących na wejście. Dużym powodzeniem cieszą się też sklepy ze znanymi markami obuwia. I tak już za 100 euro można na przykład kupić szpilki Marca Jacobsa. Tłumacząc więc sobie, że być w Mediolanie i nic nie kupić to grzech, ulegamy presji wiecznych zakupów i sami także wracamy z walizką cięższą o parę kilogramów.

Podziwiaj Berlin, kupuj garnitury

W porównaniu z możliwościami zakupowymi Mediolanu i szansą upolowania czegoś naprawdę wartościowego, mnie osobiście Berlin rozczarowuje. W trakcie wyprzedaży słynny dom towarowy KaDeWe zdecydowanie bardziej nadaje się na „miejsce polowań” dla mężczyzn, bowiem to dla nich jest szersza, czy tez może mniej przebrana kolekcja. Wówczas można znaleźć na przykład garnitur Hugo Bossa za 100 euro (dla porównania ten sam przeceniony w naszym kraju kosztuje 2 tysiące złotych). Lepiej sytuacja prezentuje się w outletach – jak wszędzie, trzeba wiedzieć, gdzie szukać najciekawszych okazji.

Po buty tylko do Pragi

Praga, przynajmniej sprzed paru lat, zaskakuje atrakcyjnym obuwiem w równie atrakcyjnych cenach. Przywożenie butów z Czech, a dokładniej z dawnej Czechosłowacji jest w końcu naszą prawie narodową tradycją.

Lodyn w stylu Kate Moss

Niektórzy komentatorzy mody twierdzą, że Londyn to obecna europejska stolica mody. Na ulicach rzuca się w oczy przede wszystkich wszechobecny styl ich rodaczki Kate Moss. Tak więc jeansy rurki, baletki, kamizelki, krótkie kurtki- tak wygląda każda młoda dziewczyna. W przewodnikach polecana jest jedna z dłuższych ulic zakupowych Europy – Oxford Street, gdzie znajduje się ponad 300 sklepów w większości należących do międzynarodowych sieci handlowych, domy towarowe oraz bary i restauracje. Nie zapominamy oczywiście o słynnym i ekskluzywnym domu handlowym Harrods.

Na uwagę zasługuje jednak duży butik marki Abercrombie&Fitch. Dlaczego? Przechodząc ulicą uderza nas głośna muzyka i duże wejście do starej kamienicy, z której wychodzą zadowoleni klienci z zakupowymi pakunkami. Po wejściu, jeśli tylko mamy ochotę, możemy sfotografować się z przystojnym modelem, pokazującym swe wdzięki tylko w jeansach. Kiedy minie zaskoczenie okazuje się, że jesteśmy w wielkim domu w wiktoriańskim stylu, ze schodami na piętro niczym w „Przeminęło z wiatrem”, z których to Scarlet O’Hara upada po kłótni z Rhett’em. Wszędzie unosi się intensywny zapach perfum, a z półmroku wyłaniają się olbrzymie biblioteczki, na których halogenami podświetlone zostały stosy wielokolorowych koszulek. Przy przymierzalniach wielkie, aksamitne w czerwonym kolorze kanapy, które służą oczekującym w kolejce. Asortyment sklepu jest raczej w stylu casual, jednak atmosfera jedyna w swoim rodzaju. Ekskluzywnych butików mamy pod dostatkiem, ale zaskakujących?

Paryż – mekka fashionistek

Na miano równie zaskakującego spośród stolic Europy zasługuje już chyba tylko Paryż. Ale nie ze względu na sklepy, do których wykwintności zdążyliśmy się przyzwyczaić, a ze względu na wszechpanującą atmosferę elegancji i szyku. Styl Paryżan jest jedyny w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Nawet w metrze obserwujemy eleganckich mężczyzn, z nonszalancko zawiązanym szalikiem, zawsze w pięknych butach i płaszczem lub marynarką do narzucenia.

Bowiem stałymi elementami stylu Paryżan są: trencz, zawiązana na szyi apaszka, elegancka torba, u kobiet częściej balerinki niż buty na wysokim obcasie, delikatna biżuteria, najczęściej perły. Nie widać ekstrawagancji, a raczej naturalność i bezpretensjonalność. Żeby nabrać takiej pewności siebie, jaka towarzyszy Francuzom w komponowaniu swoich zestawów, pewnie trzeba tam zamieszkać. Lub po prostu cieszyć się tą atmosferą i podziwiać. W końcu nawet w „Diabeł ubiera się u Prady” odwiedziny tej stolicy mody to największe marzenie dla każdej fashionistki. Z ciekawych butików, które odzwierciedlają paryski szyk jest np. butik Natashy Fariny w okolicach Montmartre. A żeby podziwiać Paryżan z domu, polecam internetowy Paris Street Style and Fashion Week na www.styleandthecity.com.

Inspiracje są potrzebne- bez nich nie byłoby postępu, a uczyć trzeba się od najlepszych. Łącząc więc to, co się nam podoba w innych stylach z tym, co nam w „duszy gra”, wypracujemy własny, równie niepowtarzalny.

0 

15Marzec2010

Unisono czyli włoskie klimaty na wiosnę i lato

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Unisono czyli włoskie klimaty na wiosnę i lato
Unisono to nowa marka , która ma w swojej ofercie damskie kolekcje ubrań projektowane i szyte we Włoszech. Łączy światowe trendy z modą codzienną (casualową) przeznaczoną dla kobiet ceniących kobiecość i doskonały styl.

To co wyróżnia kolekcje Unisono to z pewnością: nowoczesne wzornictwo, niestandardowe fasony oraz dbałość o tkaniny i detale. Charakterystyczne dla najnowszej wiosenno-letniej kolekcji są niemal przechodzące przez siebie rozmaite odcienie różu, fioletu, niebieskiego i beżu.

Krótkie serie zapewniają kolekcji niepowtarzalny i unikalny charakter, a system cotygodniowych dostaw wychodzi naprzeciw zmieniającej się rzeczywistości modowej, starając się zaspokoić gusta nawet najbardziej wymagających fashionistek.

W wiosenno-letniej kolekcji Unisono znajdziecie między innymi:

•jasnofioletowe płaszczyki-trencze z (uwaga!) krótkimi rękawkami-bufkami,
•marszczone tuniki-tuby, zabudowane lub z dekoltem, z górą o fasonie odwróconego trójkąta,
•przepiękne, delikatne tuniki z aplikacjami kwiatowymi w okolicach dekoltu,
•sukienki na ramiączkach w drobne kwiatki z wielką, pionową, nieregularną i marszczoną falbaną z przodu,
•kobiece bluzeczki z falbankami i obfitymi marszczeniami oraz efektownymi kokardami,
•mnóstwo innych seksownych sukienek – od dopasowanych, bieliźnianych i stylizowanych na klimaty „eko”, przez bardziej klasyczne, po kwiatowe, kobiece i romantyczne modele.

Kolory kolekcji: najmodniejsze – od rozmaitych odcieni różu (przydymionych, intensywnych, pudrowych), poprzez różne wersje fioletu i niebieskiego koloru (m. in. indygo, błękit, brudny granat), po beżowe wariacje kolorystyczne.

Wzory: drobne, pastelowe kwiatki, czasem groszki, grochy, prążki, figury geometryczne. Większość jednak użytych w kolekcji materiałów jest bez deseni.

0 

3Marzec2010

John Galiano

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

John Galliano John Galliano Urodzony w 1960 roku John Galliano piastuje zaszczytną funkcję szefa projektantów domu mody Diora. Pracował na nią od momentu ukończenia prestiżowej szkoły artystycznego projektowania ubioru St Martins College of Art & Design w Londynie w 1983 roku. Jego dyplomowe prace inspirowane były ubiorami z epoki Rewolucji Francuskiej. Już wtedy renomowany magazyn mody “Vogue” okrzyknął go kreatorem, który tworzy w służbie romantyce i… hormonom. Kolekcja “Les Incroyables” (po francusku “Nie do wiary”) trafiła do butiku na South Molton Street, a wkrótce nazwano ją największym odkryciem w świecie mody. Dzięki temu nazwisko Galliano zaistniało już w 1984 roku. Charakteryzowała się znacznym podkreślaniem subtelności i kobiecości, przez co jest rozpoznawalna do dnia dzisiejszego. Jedne z największych zaszczytów spadły na Galliano w trzy lata później – nadano mu tytuł Brytyjskiego Projektanta Roku. Swoją przygodę ze światem mody w Wielkiej Brytanii zakończył w 1990 roku, kiedy to postanowił podbić jedną ze światowych stolic mody – Paryż. Przed podpisaniem lukratywnego kontraktu z firmą LVMH Moes Hennessy Louis Vuitton, żył na granicy bankructwa. Pierwszym wyznacznikiem wielkiego sukcesu było objęcie przez niego w 1995 roku funkcji szefa projektantów Givenchy. Został pierwszym w historii Brytyjczykiem stojącym na czele francuskiego domu mody. 14 października 1996 roku firma Galliano LVMH pracująca dla Givenchy została nagrodzona prestiżową nagrodą domu mody Christiana Diora. A Galliano zaczął tam pracować. Pierwsze kolekcje robione w nowym gronie inspirowane były trendami lat 50. Kiedy miał wolną chwilę między tworzeniem projektów dla LVMH i tych dla Diora, zajmował się sześcioma kolekcjami, które postanowił miały zapoczątkować jego własną markę. Ciężka prac zmusiła go do zmiany trybu życia. Wstawał o 6 rano, aby poświęcić kilka godzin na sport – ćwiczenia z osobistym trenerem i jogging. Twierdził, że musi mieć tak samo sprawne ciało jak umysł. Oczywiście zebrał z tego odpowiednio duże profity – furorę zrobiły projekty jego autorstwa inspirowane ubiorami ludzi ulicy. Tych, którzy tak jak on uprawiali jogging, chodzili na spacery, ale też bezdomnych i kloszardów. Natychmiast okrzyknięto ją “dekadencką”. Brama Galliano do pracy “na swoim” stanęła otworem, pozwalając jednocześnie na projektowanie dla Diora.

0 

3Marzec2010

Paco Rabanne

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Paco Rabanne

 

Paco Rabanne urodził się w 1934 roku w San Sebastian, hiszpańskim kraju Basków. Jego rodzina należała do republikanów, dlatego dla bezpieczeństwa przenieśli się do Francji. Tam od wczesnego dzieciństwa miał kontakt z modą. Jego matka byłą szwaczką dla Cristobal’a Balenciaga. Podczas studiów na wydziale architektury dorabiał, projektując różnego rodzaju dodatki, takie jak biżuteria czy portmonetki. Pierwsze projekty Paco Rabanne były kupowane w 1966 roku przez Courrèges’a, Cardin’a oraz Givenchy. W latach sześćdziesiątych Paco Rabanne zszokował swoją pierwszą kolekcją, której głównym materiałem był metal i plastik. Później można było zobaczyć jego niekonwencjonalne pomysły podczas prezentacji kolekcji wykonanej z papieru, która odbyła się w 1967 roku. W 1968 roku Paco Rabanne pokazał kolekcję dla mężczyzn, wykonaną ze skóry i aluminium. Modele, biorący udział w pokazie musieli wykazać się nie lada wytrzymałością, gdyż same spodnie ważyły 16 kilogramów.

0 

25Luty2010

ABC męskiej szafy – ubiór formalny Moda

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Moda męska powoli, lecz konsekwentnie przechodzi metamorfozę – staje się mniej formalna, a bardziej zindywidualizowana. Panowie odkryli, że wybór ubrania, w którym się pokazują, jest jednym ze środków ekspresji własnej osoby, a modą i różnymi jej konwencjami można się bawić. I to całkiem dobrze! Są jednak okazje, kiedy nawet pracujący wyłącznie w domu mężczyzna powinien pokazać się w garniturze – cudze śluby, oficjalne spotkania, rodzinne święta czy uroczysta kolacja z ukochaną kobietą.

Tak naprawdę, mało kto na co dzień musi chodzić do pracy w garniturze – no, może prawnicy i bankierzy inwestycyjni. Ale oni mają tak ścisły dress code, że możemy śmiało pominąć to, co powinni mieć w szafie, bo i tak wiedzą. Skupmy się lepiej na tak zwanym “przeciętnym mężczyźnie”.

A zatem, co powinien mieć w szafie mężczyzna, który chce w sytuacji oficjalnej uchodzić za dobrze ubranego? 

GARNITUR (sztuk 1) Najbardziej uniwersalnym kolorem dla garnituru jest kolor marengo, czyli ciemno szary, bo w odróżnieniu od granatu (midnight blue), pasuje nie tylko na wieczór. Jest bowiem zasadą, że im później, tym ciemniejszy obowiązuje nas garnitur i tym jaśniejsza koszula. Jeśli więc już koniecznie granatowy, to chociaż w drobny tenis. Jeśli masz mieć tylko jeden garnitur, to niech on będzie porządny, najlepiej z cienkiej wełny z dodatkiem lycry – nie będzie się gniótł ani wyciągał, i dobrze uszyty – niech się nie marszczy, ani nie opina! Najbezpieczniejszy fason to proste, bez zakładek i mankietów spodnie oraz jednorzędowa marynarka na trzy guziki (ostatni noś zawsze rozpięty, a do siadania rozpinaj wszystkie). W marynarce z czterema guzikami wyglądają dobrze tylko wysocy i szczupli mężczyźni. Nie zapomnij o kamizelce, dzięki której będziesz mógł zdjąć w towarzystwie marynarkę i nadal wyglądać elegancko.

Marynarka powinna być lekko pasowana w talii, długości do połowy dłoni przy swobodnie opuszczonej ręce, z rękawami sięgającymi nadgarstka i ukazującymi 2 centymetry koszuli. Dobrze dobrane spodnie składają się u dołu w ten sposób, że tkanina załamuje się jednokrotnie. Nogawki powinny opierać się na butach, sięgając z tyłu górnej krawędzi obcasów.

W tym sezonie projektanci mocno zwęzili marynarki i zrezygnowali z silnie wywatowanych ramion na rzecz spadzistych. Jeżeli zależy ci na super modnym wyglądzie, to spróbuj wcisnąć się w swój maturalny garnitur – gwarantuję, że będziesz wyglądał jak większość modeli na wybiegu u znanych projektantów. 

KOSZULE (sztuk 2-3) Zdecydowanie zrezygnuj z białej koszuli! Wygląda się w niej nudnie, konserwatywnie i bez polotu. W modzie koszulowej zmiany zachodzą stopniowo, ale konsekwentnie w stronę coraz większej swobody kolorystycznej. Mężczyźni często boją się kolorowych koszul, bo trudniej dobrać do nich krawat. Jeśli brakuje ci zaufania do własnego wyboru, zdaj się na ekspedientkę w specjalistycznym sklepie – z reguły potrafią pomóc. Większości z nas dobrze jest w różnych odcieniach błękitu, różu czy écru. Nadal popularne są ukośne pasy, zwykle w różnych odcieniach niebieskiego na białym tle. Najmodniejszym w tym sezonie kolorem jest fiolet, na wieczór dodatkowo błyszczący. Taka koszula dobrze i modnie wyglądać będzie tylko z krawatem w podobnym kolorze, lecz w nieco innym odcieniu (ton w ton). Najbardziej elegancko prezentują się koszule ze 100% bawełny z włoskim kołnierzem (patrz zdjęcie) i francuskim mankietem (czyli “wykładanym”, na spinki). Na uroczyste okazje lepiej nie zakładać koszul z kołnierzem typu button down, czyli zapinanym na guziczki – zostawmy je wyłącznie do pracy. Proponowane na ten sezon przez wielu projektantów koszule w pionowe, kontrastowe pasy, nie nadają się według mnie na oficjalne okazje – choćby dlatego, że lepiej wyglądają rozpięte i bez krawata. O nich napiszę więcej przy okazji omawiania męskiej szafy na codzienne okazje.

Uwaga: jeśli masz rozmiar kołnierzyka powyżej 42, korzystniej, niż we włoskim, będziesz wyglądał w ostro zakończonym kołnierzu.

KRAWAT (sztuk 3-4)

To element formalnego ubioru, którym najłatwiej można podkreślić własny styl, szyk i gust. Ze względu na to, że krawat najbardziej przyciąga spojrzenia, zmieniając go możemy zmienić łatwo charakter ubrania i swój wizerunek. Najlepiej prezentują się krawaty z naturalnego jedwabiu, przy ich zakupie warto zwrócić uwagę na wnętrze – również jedwabne spowoduje, że krawat będzie się łatwo wiązał i długo dobrze wyglądał. Rozłożony krawat powinien mieć około 150 cm długości, a po zawiązaniu obydwa jego końce powinny sięgać dolnej krawędzi paska. Oczywiście, węższy koniec powinien być nieco krótszy – nigdy, ale to przenigdy, nie wkładaj go do spodni albo pod koszulę, bo zniweczysz cały efekt dobrze ubranego mężczyzny! Pamiętaj, że dobry krawat nie ma prawa być tani.

Choć na wybiegach pojawiło się sporo chudziutkich, śledziowatych, jednobarwnych krawatów, w kolekcjach nadal królują szersze, często w ukośne paski lub w drobne, kontrastujące z tłem wzorki kwiatowe czy geometryczne. I dobrze, bo wygląda się w takich znacznie korzystniej! Dobierając krawat do koszuli, bezpiecznie jest stosować zasadę: jeden element gładki, jeden w deseń: albo gładka koszula i wzorzysty krawat, albo koszula w paski, ale gładki krawat. Oczywiście, jeśli czujesz się na siłach i lubisz nieco ekstrawagancji w ubiorze, tę zasadę, jak każdą zresztą, można z premedytacją łamać.

Można kupić książeczkę “20 i więcej sposobów wiązania krawata“, ale bardziej jako ciekawostkę. Najbardziej uniwersalnym węzłem, bo prezentuje się dobrze praktycznie przy wszystkich rodzajach kołnierzyka, jest węzeł podwójny czyli windsor, a dla grubych, mięsistych krawatów – pół windsor. Wciąż modne jest noszenie koszuli oraz krawatu ton w ton, czyli w podobnym kolorze.

Uwaga: choć to wbrew wszystkim podręcznikowym zaleceniom, ja zaraz po kupieniu wiążę na spokojnie krawat najstaranniej, jak potrafię i tak zawiązany trzymam w szafie. Może i niszczy się w ten sposób nieco szybciej, ale za to się nie spóźniam…

DODATKI, czyli diabeł tkwi w szczegółach 

Buty Najlepiej czarne, koniecznie z naturalnej skóry. Rozsądek radzi na jesień lepiej na skórzano – plastikowej, wyższej podeszwie, żeby uniknąć siedzenia w mokrych butach. Do granatowego garnituru przyjęte jest nosić bordowe, które są mniej uniwersalne (i to też jest argument za tym, by nie kupować granatowego garnituru jako jedynego). W Europie do garnituru nosimy raczej buty wiązane na 2. do 5. dziurek w typie oxford, niż najelegantsze nawet mokasyny.

Pasek Do spodni od garnituru zawsze zakładamy pasek – jedynym wyjątkiem może być posiadanie brzucha wymagającego szelek. Pasek (z prostą i delikatną klamrą) powinien być w kolorze butów i do nich pasować. Czyli, jeśli jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami butów z krokodylej skóry Prady z kolekcji jesień 2004, to i pasek nie powinien być gładki. I konsekwentnie – jeśli buty mamy szczęśliwie gładkie, to pasek z krokodyla zostawmy na inne okazje. Paski z masywną klamrą zarezerwowane są do spodni o zdecydowanie luźniejszym charakterze.

Zegarek Do garnituru najlepiej pasuje płaski, kopertowy, markowy zegarek na skórzanym pasku. Moda na masywne zegarki o charakterze sportowym chwilowo przeminęła…

Skarpetki Skarpety polecam bawełniane z niewielkim (5-15%) dodatkiem lycry albo cieniutko tkane z wełny merynosów. Zawsze ciemniejsze niż spodnie, gładkie, najwyżej z dyskretnym firmowym logo na kostce, dość długie, aby nie świecić na siedząco gołymi, owłosionymi goleniami.  Marna jakość dodatków zepsuje image nawet najlepiej ubranego faceta.

0 

18Luty2010

SAŁATKA Z KREWETEK

Autor: admin. Kategorie: Kuchnia.

Składniki

  • MIX SAŁAT(RUKOLA, KARBOWANA ZIELONA, CZERWONA, LODOWA )
  • CEBULA CZERWONA
  • 2 JAJA
  • 1 PAPRYKA CZERWONA LUB ZIELONA, ŻÓŁTA
  • OGÓREK ZIELONY ŚWIEŻY
  • POMIDOR
  • OPAKOWANIE KREWETEK KOKTAJLOWYCH
  • SÓL
  • PIEPRZ
  • ZIOŁA PROWANSALSKIE
  • SÓL
  • KOLOROWY MIELONY PIEPRZ
  • OLIWA Z OLIWEK
  • OCET BALSAMICO
  • CYTRYNA
  • SOS:
  • 2 ZĄBKI CZOSNKU
  • 2 ŁYŻKI MAJONEZU
  • 1 ŁYŻKA KETCHUPU

 

Etapy przygotowania

SAŁATY OPŁUKAĆ I OSUSZYĆ. UGOTOWAĆ JAJKA NA TWARDO. MROŻONE KREWETKI WYSYPAĆ NA SITKO I SPARZYĆ WRZATKIEM, NASTĘPNIE SKROPIĆ CYTRYNĄ. SAŁATĘ ROZŁOZYĆ NA TALERZACH, UGOTOWANE JAJKA POKROIĆ NA ĆWIARTKI.POMIDORA RÓWNIEŻ POKROIĆ NA ĆWIARTKI, OGÓRKA I PAPRYKĘ POKROIĆ W  KOSTKĘ. CEBULĘ POCIĄĆ W CIENKIE KRĄŻKI I ROZDZIELIĆ. WSZYSTKO UKŁDAMY NA SAŁATĘ, NA KONIEC KŁADZIEMY KREWETKI. POLEWAMY OLIWKĄ ZMIESZANĄ Z ZIOŁAMI, PRZYPRAWIAMY I SKRAPIAMY OCTEM BALSAMICO. OSOBNO PODAJEMY SOS CZOSNKOWY, KTÓRY OTRZYMUJEMY PO WYMIESZANIU WSZYSTKICH SKŁADNIKÓW I ROZGNIECIENIU CZOSNKU.

0 

18Luty2010

Włoski wianek dla Koguta

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Składniki

  • 1 Makaron ryżowy nitki TaoTao
  • sos sojowy TaoTao (do smaku)
  • 1 puszka pomidorów bez skórki (400g)
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 czerwona cebula (duża!)
  • 1 łyżka masła
  • 100g czerwonej soczewicy
  • ok.12 szparagów w zalewie
  • 1 łyżka bazylii suszonej
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżka papryki słodkiej w proszku
  • sól, pieprz do smaku
  • ok. 50 gparmezanu
  • 4 plasterki szynki (parmeńskiej), bazylia do dekoracji

Przygotuj makaron wg wskazówek na opakowaniu. Ugotuj soczewicę wg wskazówek na opakowaniu (ok 10 min). Rozgrzej na patelni masło, dodaj posiekaną drobno cebulkę – zeszklij ją. Dodawaj kolejno suszoną paprykę, wymieszaj po czym dodawaj pomidory pokrojone w kosteczkę, odsączoną soczewicę, koncentrat pomidorowy, bazylię i oregano – skrop jasnym sosem sojowym. Poduś wszystko razem kilka minut, dopraw solą i pieprzem świeżo zmielonym. Rozłóż sos na talerze, otocz wianuszkiem makaronu ryżowego, rozłóż odsączone i pokrojone szparagi na sosie, posyp parmezanem po czym podgrzej talerze w mikrofalówce lub piekarniku tak, aby ser lekko się stopił. Podaj udekorowane plasterkiem szynki i świeżą bazylią.

0 

11Luty2010

Telefon Versace

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

W najbliższych dniach w Paryżu odbędzie się prezentacja pierwszego telefonu komórkowego zaprojektowanego przez dom mody Versace.

Jego produkcją zajmie się firma ModeLabs, wcześniej pracująca nad telefonami TAG Heuer Meridiist oraz Christian Dior. Nie będzie to tani model, choć cena nie została jeszcze ujawniona. Telefon będzie należał do grona luksusowych. Ma być wykonany z ekskluzywnych i eleganckich materiałów połączonych z najnowszą technologią. Telefon od Versace trafi na sklepowe półki na wiosnę 2010 roku.

0 

11Luty2010

Fiat Punto Evo

Autor: admin. Kategorie: Włoskie Auta.

Włoskie auto miejskie, następca Grande Punto.

Nowoczesne, zaawansowane technologiczne, oszczędne i przyjazne dla środowiska – takie ma być Punto Evo. Świadczy o tym przede wszystkim szeroki wybór silników, napędzanych benzyną lub olejem napędowym. Spełniają one normy standardów ekologicznych Euro 4 i Euro 5. W zależności od silnika samochód wyposażony jest w pięcio- lub sześcio-biegową, ręczną lub automatyczną skrzynię biegów (Dualogic).

Poza obniżonym spalaniem i emisjami nowy Fiat Punto Evo oferuje system Start&Stop który czasowo wyłącza silnik, kiedy zatrzymujesz samochód. System Start&Stop jest standardowym wyposażeniem przy wszystkich nowych silnikach benzynowych i Diesla zgodnych z normą Euro 5.

Wewnątrz samochodu nowością jest akcesoryjny system nawigacji Blue&Me -TomTom, którego praktyczny, kolorowy ekran dotykowy pozwala zarządzać połączeniami telefonicznymi, nawigacją satelitarną oraz wszystkimi informacjami potrzebnymi podczas prowadzenia samochodu, które pobierane są bezpośrednio z komputera pokładowego samochodu.

Fiat Punto Evo jest jeszcze bardziej atrakcyjny dzięki pracy wykonanej przez Fiat Centro Stile. Wykończenie wnętrza (deski rozdzielczej, siedzeń i wskaźników) zostało całkowicie zmienione, aby nadać mu bardziej luksusowy i elegancki wygląd, a samochód otrzymał nowy, przyciągający wzrok kształt.

Cena: od 39 990 zł do 61 490 zł

http://www.fiat.pl

0 

8Luty2010

Buty dla dżentelmena

Autor: admin. Kategorie: Moda Włoska.

Buty dla dżentelmena

witryna

Mój nauczyciel mawiał: Jak się nie będziesz uczył, to będziesz buty robił – opowiada Stephen Etheridge. – Chyba go nie słuchałem, bo proszę, faktycznie pracuję w fabryce butów. Ale nie narzekam – Stephen jest dyrektorem generalnym Church’s & Co i sprzedaje buty. Jedne z najlepszych na świecie.

Pierwszym szewcem w rodzinie Churchów – są na to dowody na piśmie – był niejaki Stone z Northampton. Niewiele o nim wiemy, można się tylko domyślać, że był dobrym rzemieślnikiem, żył po chrześcijańsku w XVIII w. i robił solidne buty. Na początku miał mały warsztacik, ale umierając, przekazał swoim spadkobiercom już całkiem sensowny biznes.

Stone Church 

Wielka historia firmy zacznie się dopiero od Thomasa – potomka Stone’a Churcha. W 1873?r. wyprowadził się z niedużej firmy dziadka, aby wraz z trzema synami – Alfredem, Williamem i Thomasem juniorem – zbudować przy Duke Street w Northampton fabrykę z prawdziwego zdarzenia. Rodowe nazwisko stało się nazwą firmy.

W tym roku firma Church’s, znany na całym świecie producent luksusowego obuwia, obchodzi więc swoje 135. urodziny.

Dzieci szczęścia

Panowie Churchowie nie mogli wybrać lepszego okresu na rozkręcanie interesu. W czasach królowej Wiktorii Wielka Brytania była już potężnym imperium, ?nad którym słońce nigdy nie zachodziło”. Arystokraci i mieszczanie mieli coraz więcej pieniędzy i mnóstwo wolnego czasu. Nudząc się, inwestowali w dzieła sztuki, podróżowali, uprawiali ekskluzywne sporty. I zaczynali cenić luksus. Ich buty nie musiały być tylko solidne, wygodne i nie do zdarcia, powinny być także modne, eleganckie, perfekcyjnie wykonane. A co najważniejsze – mogły być drogie. Kto kupował buty Church’s, komunikował znajomym: proszę, nie muszę oszczędzać, stać mnie na najwyższy standard.

Model Chagford typ derby 

Jeden z pierwszych wzorów wyprodukowanych w nowoczesnej fabryce Church’s nazywał się Adaptable i zdobył złoty medal na Crystal Palace Exhibition w 1884 r. Thomas Church obserwował angielskich dżentelmenów i doskonale wiedział, czego im potrzeba. Fason Adaptable był klasyczny, można nawet rzec – konserwatywny. Ale same buty zaskakiwały ultranowoczesnym wykonaniem, graniczącym w owych czasach z ekstrawagancją.

Po pierwsze, parę stanowiły but prawy i lewy – a wtedy robiono przeważnie obuwie identyczne na obie stopy. Po drugie, wzór produkowano w sześciu rozmiarach, czyli dopasowywano do konkretnej stopy. Po trzecie, kolor i rodzaj skóry zależał wyłącznie od zachcianki klienta.

Zanim Churchowie rozwinęli swój interes, ekskluzywne buty powstawały etapami w kolejnych warsztatach. Jeden szewc specjalizował się w krojeniu skóry, inny w szyciu, jeszcze inny w wykańczaniu. Para obuwia odbywała długą wędrówkę od firmy do firmy, a na końcu trafiała do sklepu.

Thomas Church zmienił tę procedurę, umieszczając wszystkich fachowców pod jednym dachem, we własnej wielkiej fabryce. Kontrolował całą produkcję, od płata surowej skóry do ostatniej sprzączki i jako pierwszy producent wstemplowywał w środku buta i na jego podeszwie swoje logo (przedtem buty stemplowali tylko sprzedawcy). Jako mądry przedsiębiorca nie stronił od nowinek technicznych – maszyny do szycia butów, które potrafiły dokładniej niż człowiek zszywać przyszwę z rantem, pojawiły się w przedsiębiorstwie już na początku lat siedemdziesiątych XIX w., niemal natychmiast po opatentowaniu wynalazku przez Charlesa Goodyeara juniora (syna tego samego Charlesa Goodyeara, który odkrył proces wulkanizacji i którego nazwisko nosi znana firma oponiarska).

Church 

Rodzina Churchów miała niezłe wyczucie rynku. Obok butów, które dziś nazwalibyśmy miejskimi, dżentelmeni potrzebowali również wygodnego i solidnego obuwia sportowego. Jeszcze w XIX w. Church’s wyprodukował dla nich model Aqua, reklamowany jako but wodoodporny “for walking, fishing or shooting. Fabryka w Northampton robiła też buty do konnej jazdy, sztylpy i skórzane onuce.

Church’sy – czy to eleganckie, czy sportowe – dość szybko spodobały się za granicą. Angielski dżentelmen był wzorem dla elegantów z kontynentalnej Europy, nawet dla Francuzów. W butach ze stemplem Church’s chodzili także Brytyjczycy w koloniach i pewnie dlatego pierwsza zagraniczna placówka firmy powstała w Południowej Afryce w 1896 r. Już 14 lat później przedstawiciele przedsiębiorstwa działali na rynku północnoamerykańskim, a od lat dwudziestych ubiegłego wieku we Francji i Włoszech. Spadkobiercy Stone’a Churcha, którzy intensywnie pomnażali rodzinny majątek, dość szybko poznali także siłę dobrego PR-u. Wydany w 1887 r. katalog – drogi, ekskluzywny, na czerpanym papierze – był prawdopodobnie pierwszą drukowaną reklamą w branży obuwniczej.

W latach 30. Church’s skorzystał także z rosnącej popularności kina i zlecił nakręcenie krótkiego filmiku reklamowego “The Cobbler’s Song”, który miał promować model Archmoulded. Zachęceni sukcesem szefowie firmy krótko potem wykupili na swoją reklamę całą pierwszą stronę “Daily Mail”. Kosztowało to okrągły tysiąc funtów, sumę na owe czasy ogromną! Obecnie Church’s zostawia okrągły milion rocznie w luksusowych pismach lifestylowych i specjalizujących się w modzie.

Śmiałe inwestycje

Wydawało się, że II wojna światowa przerwie dobrą passę firmy, bo wielu wykwalifikowanych pracowników zostało wcielonych do wojska. Ale i tym razem się udało. Gigantyczne zlecenie z ministerstwa wojny sprawiło, że Church’s stał się ważnym obiektem strategicznym, w którym dzień i noc szyto buty dla żołnierzy British Army, Royal Navy oraz specjalne “flying boots” dla pilotów RAF-u. Na konta firmy wpłynęły wielkie pieniądze, które można było po wojnie albo trzymać w skarpecie, albo zainwestować. W 1957 r. szefowie Church’sa wyłożyli poważną kasę na dwa przedsięwzięcia jednocześnie. Po pierwsze, wybudowano wtedy okazałą fabrykę przy St. James w Northampton, w której do dziś mieści się siedziba firmy. Po drugie, w dziale reklamy zatrudniono Ronalda Searle’a – jednego z najsłynniejszych rysowników owego czasu, karykaturzystę “Puncha”, “Sunday Express” i “News Chronicle”, producenta wielu disneyowskich animacji. Człowieka, którego Groucho Marx i John Lennon uważali za geniusza. Zadaniem Searle’a było narysowanie serii śmiesznych rysunków mających wypromować markę Church’s na rynku amerykańskim.

Church 

Wrogowie uznali zgodnie, że pieniądze utopione w – podobno o wiele za dużej – fabryce oraz niebotyczne honorarium Searle’a doprowadzą w końcu Churchów do bankructwa.

Nic podobnego się nie stało. Wielkie przedsiębiorstwo pracowało pełną parą, eksportując swoje nieprzyzwoicie drogie, ekskluzywne buty na cały świat. Posiadanie pary klasycznych oxfordów było dla wielu mężczyzn przepustką do “lepszego” towarzystwa, a logo firmy symbolizowało dobry smak, angielski styl i prestiż. Zagraniczne butiki powstawały więc jak grzyby po deszczu. W 1963 r. otwarto pierwszy sklep w Belgii, rok później kupiono Hartt Boot and Shoe Manufacturers w Kanadzie – spółkę z dziesięcioma własnymi lokalami. Niedługo potem, w 1967 r., Church’s przejął firmę Cheaney, producenta luksusowego obuwia męskiego z Desborough.

Rysunki Searle’a ze śmiesznym człowieczkiem mieszkającym w eleganckim bucie, podpisane “connoisseurs choose Church’s shoes” (znawcy wybierają buty Church’s) były przez lata wzorem dobrej, nienachalnej reklamy, świetnie odbieranej przez zamożnych ludzi z wyższych sfer.

Brytyjska królowa odwiedziła fabrykę raz, w 1965 r. Przed jej wizytą odbyła się przebudowa firmy, wielkie malowanie i sprzątanie. Z przyjazdem Jej Królewskiej Mości wiązano nadzieje na przyznanie tzw. Royal Warrant, certyfikatu oficjalnego dostawcy dworu brytyjskiego. Niestety, nastąpiło rozczarowanie. “Royal warrant from His Royal Highness, the Prince of Wales” (certyfikat jego wysokości księcia Walii) został nadany konkurencji z Northampton, firmie Tricker’s. Ale ponieważ brytyjscy dostojnicy wkładają tricker’sy raczej z okazji ważnych uroczystości, a church’sy na co dzień, firma z St. James jakoś to przeżyła.

Poza tym Church’s zawsze potrafił dotrzeć do ważnych klientów na setki innych sposobów. Chętnie pokazuje się na dużych imprezach sportowych, m.in. wspierając regaty BT Global Challenge, od lat jest też sponsorem miejscowego zespołu rugby – pierwszoligowego Northampton Saints. Church’s to ukochana marka bankierów z londyńskiego City oraz angielskich polityków -?Tony Blair przez lata nosił ten sam model o nazwie Chestwynd.

Church 

W butach ze stemplem Church’s chodzili także kolejni agenci 007, szczególnie Pierce Brosnan. Do filmów “Świat to za mało” i “Jutro nie umiera nigdy” wybrano dla aktora model Presley, w “Golden Eye” miał do dyspozycji dwie pary brouge’ów – brązową na dzień i czarną na wieczór, zgodnie z zasadą “no brown after six”. Brouge z “Golden Eye” sprzedano niedawno na aukcji Christie’s w Londynie – za każdą parę trzeba było zapłacić ponad 1 tys. funtów. A były przecież używane.

Złe dobrego początki

Nieprzerwane pasmo sukcesów musiało kiedyś się skończyć. Church’sowi nie zaszkodziła konkurencja, nowinki w modzie ani modernizacja produkcji. Zrobiła to natura. W Wielkanoc 1998 r. Northampton znalazło się pod wodą

- podczas najstraszniejszej powodzi od ponad pół wieku fabryka przy St. James została poważnie zniszczona. W halach produkcyjnych, magazynach, sklepach przelewała się brudna woda. Straty sięgnęły prawie 2 mln funtów, 15 tys. par ekskluzywnego obuwia nadawało się tylko do wyrzucenia. W rok później pojawiła się oferta ze strony Prada Holdings NV. Firma z Northampton przeszła na własność włoskiego koncernu za 106 mln funtów. Szefowie Prady nigdy nie żałowali ani swojej decyzji, ani wydanych pieniędzy. Dziś na czele Church’sa nie stoi, niestety, żaden potomek Thomasa, ale firma prosperuje znakomicie, zatrudnia 700 pracowników i produkuje 300?tys. par butów rocznie, które można kupić w 24 firmowych butikach, 40 koncesjonowanych sklepach, 4 salonach wystawowych (Northampton, Londyn, Mediolan, Nowy Jork) oraz wielu ekskluzywnych outletach na całym świecie.

Do projektowania lokali zatrudniani są uznani architekci – najnowszy sklep, dzieło Roberto Baciocchiego, znajduje się przy eleganckiej Via Vallaresso w Wenecji.

Ponieważ 60 proc. produkcji firmy trafia za granicę do 45 krajów świata, Church’s doczekał się w końcu uznania brytyjskiej monarchini – zdobył prestiżową nagrodę Queens Award w dziedzinie eksportu.

Brytyjski but na polskiej stopie

Inwestowanie w dobre buty nigdy nie było polską specjalnością. Rodzimych dżentelmenów rozpoznawano za granicą po fatalnym, zniszczonym i brudnym obuwiu. Jednak ostatnimi czasy coś chyba drgnęło, w każdym razie uznano, że na nasz rynek można powoli wprowadzić Church’sa. Brytyjskie oxfordy, brouge’y i monki czekają na kupujących w niedużym eleganckim salonie przy placu Trzech Krzyży w Warszawie (tel. 22 745 08 10/11). Przyczyną, dla której przed sklepem na razie nie ustawiają się kolejki, jest prawdopodobnie cena – najtańsze buty kosztują 2-2,5 tys. zł.

Diplomat 

Koszt ten należy, zdaniem specjalistów, pomnożyć co najmniej przez dwa. Dobrych butów nie wolno bowiem nosić ciurkiem. Po jednym dniu należy je wywietrzyć i pozostawić, aby porządnie wyschły – co najmniej na dobę. Czyli świadomego konsumenta czeka inwestycja w drugą, a jeszcze lepiej w trzecią parę. Oczywiście inwestycja w tę samą markę, bo podobno, kto raz założył church’sy, nigdy nie spojrzy już na żadne inne. Ręcznie szyte buty są na początku dość twarde, ale szybko dopasowują się do stopy i zapamiętują jej kształt, dlatego nie wolno ich nikomu pożyczać. Do tego dochodzi inwestycja w prawidła (kolejne 300 zł), najlepiej cedrowe. Oraz w najlepsze woski i kremy.

- Pielęgnowanie takich butów powinno być przyjemnością. Należy je pastować powoli, co najmniej przez godzinę, im dłużej, tym lepiej. Jeśli pasta wysycha, należy zwilżyć ściereczkę odrobiną wody lub szampana. Byle prawdziwego, bo church’sy kochają luksus – żartują sprzedawcy (a może mówią poważnie?).

Co się jednak stanie, jeśli pomimo tego, że dbaliśmy o te buty jak o ślubną małżonkę, i tak się zniszczyły? Zawsze możemy wysłać je do macierzystej fabryki w Northampton. Można zrobić to samemu, korzystając z poczty albo usług kurierskich, jednak taniej będzie przyjść do sklepu, zapłacić 110 euro plus koszty przesyłki w jedną stronę i poczekać 5 tygodni. W specjalnej sekcji “remontowej” buty zostaną naprawione, podzelowane na nowo, dostaną też nową wyściółkę, słowem – rozpoczną drugie życie. Fabryka zapewnia najlepsze materiały i reperację na oryginalnych kopytach – wszystko to pod dwoma warunkami. Po pierwsze, buty nie mogą być naprawiane wcześniej przez szewca spoza firmy (sprzedawcy w sklepie powiedzieli mi, że wielu polskich klientów zaraz po kupieniu każe podklejać skórzane podeszwy butów gumą, a taki proceder całkowicie wyklucza możliwość firmowej naprawy). Po drugie, od daty zakupu nie powinno minąć więcej niż 40 lat.

Chociaż – dla stałych klientów Church’s jest gotów pójść i w tym przypadku na ustępstwa. W Anglii znana jest pani Kathleen Dodds, obecnie 90-letnia emerytka, która dostała swoje buty, służąc podczas II wojny światowej w Women’s Land Army. Nosiła je przez całe życie, regularnie naprawiała, a niedawno postanowiła przekazać Museum w Hartlepool, gdzie każdy może je sobie obejrzeć. Wyglądają jak nowe.

- Niektórzy klienci mówią, że lepsze od angielskich church’sów są buty włoskie, które od razu po kupieniu wydają się miękkie jak pantofle – mówi Bartosz Malik, sprzedawca i doradca w sklepie Church’s. – Nie wiem, może te włoskie faktycznie są miękkie. Tylko co z tego, jeśli po sezonie, góra dwóch, tracą fason i nadają się do wyrzucenia? A church’sy można nosić przez lata.

Czy łatwo jest podjąć decyzję o zakupie jednej pary porządnych, klasycznych butów zamiast, powiedzmy, dziesięciu par butów tanich? Innymi słowy, kto kupuje church’sy w Polsce? Dyskrecja jest jedną z wielu zalet sprzedawców w firmowym salonie. Owszem, twarze niektórych klientów goszczą na pierwszych stronach gazet, ale nazwisk nie usłyszymy. Można się tylko dowiedzieć, że przychodzą do sklepu dyplomaci, biznesmeni, wyższa i średnia kadra menedżerska, ludzie showbiznesu, zdecydowanie rzadziej politycy.

0 

Browse

Kalendarz

Wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Kategorie

Linki